To, co rzuca mi się w oczy, pada na głowę, w sumie nawet nie wiem, jak to nazwać, to powierzchowność, płytkość dzisiejszych relacji. Niby tworzymy związki, ale jesteśmy w nich, jakby jedną nogą, tak na 50%, bez wyłączności, na pół gwizdka…

Kolejny człowiek, kolejny przystanek w drodze do nie wiadomo czego, bo sami nie potrafi się zdecydować, czego tak naprawdę chcemy. Zamiast zaufać, wolimy być bezpieczni i nie opuszczamy gardy, zamiast być, wolimy bywać. Zamiast kierować się uczuciami względem drugiej osoby, my woli bacznie się przyglądać, czy to jest ten człowiek, a jeśli nie jest, to zawsze możemy wysiąść z tego „autobusu targanego emocjami”.

Już nie kochamy drugiej osoby, my ją po prostu testujemy.

Nie staramy się być z kimś całkowicie, to najprawdopodobniej wynika z tego, że boimy się być zranieni, lęk przed tym, że ktoś, komu zaufamy jest silniejszy niż potrzeba bliskości.

Czasy są, jakie są… Często to słyszę od ludzi, z którymi rozmawiam, tyle że to my tworzy te czasy. Miłość sama w sobie jest prosta, za to do perfekcji opanowaliśmy umiejętność komplikowania jej na milion różnych sposobów. Dzisiejsze relacje wymagają zupełnie nowego spojrzenia na ludzi, którzy je budują. I tutaj warto się pochylić nad dwoma bardzo ciekawymi zjawiskami, które wytworzyły się na przestrzeni lat. Z pewnością każdy z Was je zna, może ich doświadczył, a może sami jesteście w ich samym środku.

Cushioning. Najprościej mówiąc, jest to bardzo asekuracyjne podejście do tworzenia z kimś związku. Po prostu jesteś z kimś, coś budujesz, starasz się, ale jednocześnie utrzymujesz kontakty z innymi ludźmi, kontakty, lekko mówiąc, dwuznaczne. Traktujesz to jak wyjście awaryjne, gdyby w obecnej relacji coś Ci nie wyszło. Oni są jak koło ratunkowe, kiedy Twój okręt zaczyna tonąć, a Ty, zamiast ratować, jak chuj, a nie kapitan uciekasz, jako pierwszy. To nic innego jak założenie z góry, że Twoja relacja się rozpadnie, a Ty zostaniesz sam… W obawie przed tym tworzysz sobie przestrzeń, w której utrzymujesz innych w nadziei, że może, coś, kiedyś…

Po mojemu? W skrócie. Skurwysyństwo i tchórzostwo.

Breadcrubing. To takie dokarmianie czyjeś nadziei. Czyli… Utrzymujesz kontakt z kimś, komu zaczyna na Tobie zależeć, ale Ty w swoim niedecydowaniu tylko podsycasz to, co wyobraża sobie druga strona. Pojawiasz się i znikasz, kiedy masz na to ochotę. Jednego dnia piszesz, że Ci zależy, drugiego znikasz na tydzień… Zarzucasz wędkę, a kiedy już kogoś złapiesz, to wrzucasz z powrotem do wody i zaczynasz od nowa…

Skurwysyństwo numer dwa.

I tutaj media społecznościowe niestety wiodą prym… Teraz możemy, a raczej mamy na wyciągnięcie ręki dostęp do milionów osób. Jesteśmy z kimś, a szukamy, przeglądamy, posyłamy zaczepki, zagadujemy, szukamy… I nie w tym żadnej chęci poznania, zrozumienia, rozmowy, to po prostu sposób na nudę, sposób na podbicie adrenaliny… Nie wyobrażam sobie, żeby dawniej ktoś, będąc w związku, pisał setki listów do nieznajomych tylko po to, by poflirtować… Raz, że czas, dwa, że inaczej podchodziło się do związku, trzy druga osoba na pewno by się zorientowała, że za często biega na pocztę… Rozumiesz sens prawda?

I wiecie dobrze, a może i nie, że mam luźne podejście do tematu seksu i miłości. Mianowicie, jedno od drugiego można rozdzielić. Miłość i seks to cudowne uzupełnienie, ale seks bez miłości również świetnie sobie radzi. Subtelna różnica.

Problem zaczyna się, kiedy jedna strona ma większy luz od drugiej, kiedy jednej stronie zaczyna zależeć, a druga szuka po prostu kogoś do wspólnego zabicia wolnego czasu… To prowadzi do nieporozumień.

Powierzchowność moim zdanie jest też połączona z tym, że oczekujemy wszystkiego na „już”. Natychmiastowa gratyfikacja. Jak związek to od razu, jak miłość to po tygodniu, jak ślub to po pół roku. Brakuje w tym wszystkim głębi i zrozumienia drugiego człowieka. Czasu na poznanie, na wsłuchanie się w siebie. Zamiast wejść w siebie nawzajem, my po prostu woli się prześlizgiwać przez kolejne relacje w nadziei, że kiedyś trafimy na to coś, czego szukamy.

Wniosek się jeden. Przynajmniej dla mnie. Nie znajdziemy stacji końcowej, stacji, na której czeka na nas „miłość życia”, jeżeli nie będziemy w stanie zaryzykować, skupić się na jednej osobie, bez prawa do wyjść awaryjnych i zaangażować całym sobą.

A żeby to zrobić, tutaj może być to niespodzianka, musimy najpierw poznać siebie i zrozumieć to, czego chcemy od życia i naszego przyszłego partnera czy partnerki…

A niestety wiele osób odpada już w tym momencie…

Bez względu na to, jak zacznę ten tekst, to Twoje myśli już zaczynają krążyć wokół tego tematu. Jeśli jesteś w szczęśliwym związku, to będzie to tylko czar dawnych wspomnień, może nawet się do nich uśmiechniesz, jeśli jesteś akurat po rozstaniu lub w głowie kręcą Ci się myśli na ten temat, to poczujesz się tak, jakbym robił Ci operację na otwartym sercu…

Dobra wiadomość jest taka, że przeżyjesz…

Rozstania są wpisane w nasze życiu grubymi literami, zostawiają po sobie ślady, odciski, czasem nawet blizny. Tak już jest. Możesz rozstanie nazwać porażką, wybawieniem, pomyłką, ukrzyżowaniem, śmiercią, nowym początkiem, czy też końcem wszystkiego… Możemy tutaj zrobić minutę ciszy i dopowiesz sobie w głowie czy ono dla Ciebie jest, było, może będzie, chociaż tego akurat Ci nie życzę.

Rozstawałem się w życiu kilka razy, kilka razy zdarzało mi się wracać do tej samej osoby, by w ostatecznym rozrachunku rozstać się ponownie… Wiesz, odgrzewanie w nieskończoność tego samego kotleta w końcu przypala panierkę i nie jest on zjadliwy. Wiem, że wiesz, o czym piszę, pewnie kilka razy zdarzyło Ci się wejść do tej samej rzeki, żeby się przekonać, że woda jest chłodna, a cały żar idzie z dymem…

Jak sobie z tym poradzić, jak nie zwariować, kiedy całe ciało i umysł płoną z bólu i nie dają Ci w nocy spać…

Mądre głowy w różnego rodzaju poradnikach, czasopismach czy gdziekolwiek tylko się da, skupiają się na tym, że musisz dać sobie czas, że czas leczy rany… Z mojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że czas po rozstaniu, im więcej go masz, tym wywołuje u Ciebie większego pierdolca…

Co do jednego się zgodzę… Rozstanie i wychodzenie z tego stanu, w którym się znajdujesz, wymaga czasu, to proces. To coś na kształt żałoby… Jednak ten proces, żeby miał sens, nie może być tylko biernym czekaniem aż ból minie…

To jest to, co zawsze powtarzam w swoich tekstach, że czekanie na coś, jeszcze nikomu w niczym nie pomogło.

Ważne jest to, żeby sobie pomóc, żeby w tym czasie być dla samego siebie, dla samej siebie najlepszym przyjacielem. I zawsze, ale to zawsze będziesz doświadczać sinusoidy nastrojów i różnego rodzaju stanów emocjonalnych. To po prostu walka o powrót do harmonii.

Subiektywnie, po mojemu i możesz się z tym nie zgodzić. Może nawet podesłać mi swoje sposoby, ale przerobiłem to na sobie i muszę powiedzieć, że operacje się udały, pozszywałem się całkiem dobrze. Żyję…

Po pierwsze warto sobie uświadomić to, że jesteś w stanie funkcjonować w pojedynkę. To trudne z początku, ale zrozumienie, że szczęście Twoje jest w Tobie, a nie jest zależne od drugiego człowieka to podstawa. Twoja wartość nie jest zdefiniowana obecnością drugiej osoby w Twoim życiu, to Ty poprzez siebie i poprzez to kim jesteś, komunikujesz światu o swoich wartościach. Druga osoba wnosi do relacji swoje wewnętrzne szczęście, Wasze szczęścia się uzupełniają i rezonują, jednak są w stanie istnieć osobno. Mówię o tym często, że związek polega na spotkaniu dwóch osób, które są niezależne i siebie chcą, ale nie potrzebują. To subtelna różnica. Zatem trzeba się skupić na odbudowaniu swojego poczucia własnej wartości i odzyskaniu pewności siebie. Musisz odzyskać radość życia.

Znajdź pasje, zrób coś nowego, zacznij się rozwijać, zajmij swój krzyczący umysł czymś nowym, czymś, co pozwoli Ci nie myśleć o przeszłości. Równocześnie stopniowo zamykaj za sobą drzwi do tego, co było.

Nie katuj się myślami i rozpamiętywaniem dobrych chwil, Waszych dobrych chwil. Najgorsze co możesz zrobić to wspominać, bez końca wspominać to, jak Wam było dobrze. Bo widzisz „było” jest tutaj znaczącym słowem określający to, co już minęło.

Pozwól sobie na gorsze dni. Rycz, ile wlezie, słuchaj smutnych piosenek, zajadaj się kilogramami słodyczy i miej w dupie wszystko, kiedy to minie wrócisz z większą ilością sił i zgubisz zbędne kilogramy.

Nigdy, ale nigdy to nigdy, po prostu nigdy, przenigdy po rozstaniu nie wchodź w następny związek… Obiecaj to sobie i dotrzymaj słowa. Nie ma nic gorszego niż to, że świeżo po rozstaniu wpakujesz się w kolejną relację. Ja wiem, że wydaje Ci się, że nowa relacja wyleczy Twoje zranione serduszko, a drugi człowiek otoczy Cię opieką, niczym najlepszy lekarz od złamanych serc, ale to gówno prawda. Złamiesz serce komuś, kto będzie chciał z Tobą być, bo ciągle będzie porównywany do tego, kto był przed nim, a Ty wciąż będziesz w nim szukać wszystkiego tego, co zostało w poprzednim związku. To świadome działanie na szkodę dwojga osób. Nikt, ale to nikt nie nie będzie plasterkiem dla Twego krwawiącego serduszka i nie masz prawa tego wymagać. Ludzie chcą być ze sobą, by budować coś razem, a nie po to, by jedna strona leczyła drugą w nadziei, że kiedyś jej uczucie zostanie odwzajemnione…

W tym czasie pozwól sobie na doświadczanie emocji, nie tłum ich, niech one przez Ciebie przepływają, naucz się ich, zrozum siebie. Poczuj to, że wszystko z Ciebie uchodzi, to ważne dla Twojego stanu emocjonalnego, to droga do równowagi. Tłumienie emocji jest jak gotowanie gulaszu ze wszystkiego, co masz pod ręką… Wrzucasz do garnka wszystko, co masz, a na końcu orientujesz się, że Twoja emocjonalna potrawa wykipiała lub smakuje jak szambo… Emocje mają to do siebie, że mijają, są nietrwałe, pod warunkiem, że dasz sobie prawo do ich przeżycia.

Naucz się o siebie dbać, rozmawiaj ze sobą, może zacznij medytować, mnie to bardzo pomogło w odzyskaniu harmonii, w odnalezieniu siebie na nowo. Rób to, co sprawia Ci przyjemność, nie wymuszaj na sobie niczego. Nie zmuszaj się do uśmiechu, kiedy nie masz na to ochoty…

Wyjdź do ludzi, rozmawiaj z nimi, przebywaj z przyjaciółmi, zacznij żyć powoli, dochodząc do siebie. Ten proces nie ma terminu, po którym wszystko wróci do normy. U każdego to wygląda inaczej. Trzeba to przeżyć i tylko od Ciebie zależy, jak to przeżyjesz i ile będzie to trwało.

Na koniec mogę powiedzieć Ci, że przyjdzie taki dzień, że otworzysz oczy i poczujesz spokój. Będzie inaczej, może z początku trochę nieswojo, ale całym ciałem i duszą zrozumiesz, że to już jest ten moment, że coś się skończyło i masz z tym luz.

To jest ten moment, w którym zaczynasz dostrzegać siebie i swoją wartość, to jest ten moment, w którym możesz na nowo otworzyć się na miłość.

Bo uważam, że jeżeli masz miłość do siebie, jeżeli kochasz siebie, to jesteś na nowo w stanie otworzyć się na miłość innych. I jeszcze jedno. Wybacz sobie. Rozstania się zdarzają, ale nie powinny kłaść cienia na Twoje cały późniejsze życie.

Masz prawo żyć z w blasku słońca, które wypełnia Twoje dni…

 

Przekonaj się, co moje książki zmienią w Twoim życiu!

Kup teraz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

Kup teraz moją pierwszą książkę (bestseller) – Książka – “Na własnych zasadach”  

Kup teraz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

POSTAW KAWĘ!

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

„Opowiem Ci bajkę, jak kot palił fajkę…”… Chciałbym, ale to nie będzie miało nic wspólnego z bajkami. Chociaż dobrze, żeby to był tylko koszmar, z którego każdy z nas może się wybudzić.

W psychologii pojęcie „toksyczny związek” jest pojęciem nieostrym, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od tego, że bardzo, ale to bardzo łatwo przypiąć swojej relacji łatkę toksyczności. Warto zauważyć, że nie wszystkie chujowe relacje są toksyczne, a z drugiej strony czasem przymykając oczy na pewne sytuacje, nie jesteśmy w stanie w porę zrozumieć, że tkwimy w czymś, co nas niszczy po same uszy. Wracając do ostrości i nieostrości tego sformułowania… Spójrzmy na to tak. Kiedy boli się rękę, bo ją złamałeś, to złamanie jest objawem ostrym, czyli jasno możemy stwierdzić, co się stało, gdzie jest źródło bólu i wiemy jak to leczyć, z toksycznością jest inaczej, można bardzo łatwo zmanipulować definicję i „objawy” tak, żeby każdy związek był toksyczny. Wszystko to kwestia interpretacji. Stąd nieostrość tego zjawiska. Innymi słowy, jak ktoś mocno szuka, to na siłę znajdzie.

I tutaj wjadę z czysto subiektywną oceną tego, czy związek jest toksyczny, czy też nie. Przepracowałem to na samym sobie, przepracowałem to na własne życzenie kilka razy i nie nigdy, ale to nigdy więcej nie zafunduje sobie takiej sinusoidalnej podróży do piekła… Pomimo tego. Żyję i mam się dobrze.

O toksyczności mówi się dzisiaj często, mówi się łatwo, mówi się wszystko… Większość to pierdolenie. Serio. Większość to po prostu niedopasowane charaktery, niedojrzałe relacje, ogólnie mówiąc po prostu słabe związki, które tworzą osoby zupełnie do siebie niepasujące. I to jest to, co często zauważam w rozmowach z ludźmi. W dobie, kiedy każdy chylący się ku upadkowi związek jest określany przez osoby w nim będące toksycznym, mam ochotę krzyknąć „sprawdzam”. Czemu o tym mówię? Z bardzo prostego względu. Kiedy chcesz się z kimś rozstać, kiedy uważasz, że to już koniec, nadszedł czas napisów końcowych, a nad Waszą relacją wisi wielki napis THE END, wówczas łatwiej jest powiedzieć, że relacja jest toksyczna niż przeanalizować własne zachowanie i spróbować jeszcze o ten związek powalczyć. Toksyczność w tym wypadku jest wyjściem awaryjnym, drogą ucieczki. Prościej powiedzieć innym „to była toksyczna relacja” niż przyznać się przed samym sobą, że nie dało się z siebie wszystkiego, by to naprawić. Prawda? To jednak temat na inny tekst.

Jak działa relacja, która jest naznaczona toksycznością? W skrócie? Wypierdala Cię na lewą stronę, że możesz zbierać swoje wnętrzności z podłogi. Podkreślam, to będzie moje subiektywne zdanie, zdanie powstałe na bazie zasklepionych już blizn.

Zatem jak rozpoznać swojego toksyka?

Wbrew pozorom to nie jest takie proste. Toksyk z początku jest przecudowny, przekochany i wszystkie ohy i ahy, jakie możesz wymyślić, są jego uosobieniem. To świetny aktor, oskarowa wręcz aktorka. Na początku jest jak w bajce, bo sztuka manipulacji i kłamstw działa na wyższym poziomie. Z czasem jednak taka osoba pokazuje swoje prawdziwe oblicze, oblicze, które napawa Cię przerażeniem, ale nie możesz się już wycofać, bo powstało coś na kształt uzależnienia. I nagle, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy zakochani po uszy, wówczas zaczynają padać pierwsze strzały ostrzegawcze.

Bo toksyk ma… Bo toksyk sprawi, że…

Problemy z wyrażaniem uczuć. Taka osoba sama nie wie, co czuje, miota się w sobie targana emocjami. Z jednej strony mówi, że kocha, a z drugiej stara się na siłę wcisnąć Cię do złotej klatki. Jest to spowodowane brakiem pewności siebie i chęcią posiadania drugiego człowieka na wyłączność. Ma to również drugie dno, kiedy siedzisz w złotej klatce, to Twoi przyjaciele i rodzina nie mogą wbić Ci do głowy, że dzieje się coś złego. Zazwyczaj to oni pierwsi widzą, że taka relacja jest chora, jednak kiedy tracisz z nimi kontakt, wówczas tracisz zdolność obiektywnego spojrzenia na to, co się dzieje. Jednym słowem toniesz w uzależnienie od człowieka, który Cię emocjonalnie więzi.

Czujesz, że tracisz możliwość wyrażania własnego zdania? Czujesz strach przed sprzeciwem, na każdym kroku druga osoba atakuje Cię lekceważącym podejściem do Twoich słów lub krytykuje wszystko to, co robisz. Wiedz, że coś się dzieje…

Nagle wszystko okazuje się Twoją winą, każde niepowodzenie, każda rzecz, każda porażka drugiej strony jest przerzucana na Ciebie.

Jesteś w ciągłym szantażu emocjonalnym, ciągle jesteś szachowany zmiennością nastrojów drugiej osoby. Od wielkiej miłości, po absurdalne sceny zazdrości… Znasz to?

Na każdym kroku jesteś przymuszany do zrobienia czegoś wbrew sobie. Najgorsze jest to, że wiesz, że działasz przeciwko sobie, ale uczucie uzależnienia jest tak silne, że pomimo tego i tak to robisz.

Codziennie jesteś poniżany, wyśmiewany, lekceważony, a Twoja wartość zaczyna być wdeptywana w ziemię, to kolejna oznaka, że to nie jest zdrowa relacja.

Do tego dochodzi przemoc fizyczna, napady furii, agresja, która później jest tłumaczona tym, że to Ty sprowokowałaś, że to Twoja wina, że Twoje zachowanie sprawia, że ktoś traci nad sobą panowanie. Gówno prawda. Nikt nie ma do tego prawa. Zrozum to wreszcie.

Sprawdzania, śledzenie, podejrzliwość… Tracisz własne życie, tracisz prawo do prywatności. W każdym aspekcie życia nie czujesz wolności, nie masz swojej przestrzeni. Znajome…?

I wreszcie coś, co mi dało do myślenia, uświadomiło mi, że nasz organizm jest wyposażony w szereg systemów ostrzegawczych, które informują nas o tym, że dzieje się coś złego. Mianowicie, podupadasz na zdrowiu, zaczynasz czuć się fizycznie coraz gorzej. Może to objawiać się na różne sposoby. Chudniesz, tyjesz, zaczynasz cierpieć na bezsenność, pojawiają się migreny. Twoje ja krzyczy, że jest źle. W moim przypadku były to regularne zapalenia oskrzeli połączone z napadami duszności. Zwiedziłem setki klinik i szpitali i wiesz co? Zakończyła się relacja i od tego czasu oddycham pełną piersią, a po dusznościach nie ma śladu…

Gdybym miał podsumować jednym zdaniem, subiektywnym zdaniem, jak rozpoznać toksyczną relację, to powiedziałbym, że bardzo prosto. Kiedy zaczynasz z kimś być i nagle z czasem zaczynasz się coraz gorzej czuć, masz wrażenie, jakby uciekało z Ciebie życie, a szczęście i radość stały się tylko wspomnieniem, to uwierz mi, Twoja podświadomość daje Ci jasny sygnał, że jesteś w gównie po same uszy…

Jak z tego wyjść, jak wypłynąć z szamba i na nowo odzyskać siebie?

To nie jest proste. To kurewsko trudne zadanie, z którym w pojedynkę bardzo ciężko sobie poradzić…

Często jest tak, że odchodzisz, a druga strona nagle staje się człowiekiem, który jest do rany przyłóż. Błaga, prosi, zapewnia, że się zmieni… Jeśli w to uwierzysz, to jest po Tobie. Toksyk nie znosi odrzucenia i jest w stanie zrobić wszystko, by Cię odzyskać i stłamsić na nowo, a jeśli mu się to nie uda, to zrobi wszystko, by Cię zniszczyć…

Po pierwsze. Uświadom sobie, że tkwisz w toksycznej relacji i znajdź w sobie siłę, żeby to przerwać.

Po drugie. Nie wierz w obietnice, zerwij kontakt, otocz się przyjaciółmi, którzy Cię ochronią i dadzą siłę.

Po trzecie. Skup się na sobie, na swoich potrzebach, na tym, by odzyskać pewność siebie.

Po czwarte. Jeśli brakuje Ci siły i motywacji poproś o pomoc specjalistę, to żaden wstyd.

Po piąte. Zrozum, że to proces, wychodzenie z czegoś takiego czasem trwa miesiącami, tyle czasu zajmuje powrót do równowagi i zrozumienia schematów, które sprawiły, że znaleźliśmy się w czymś takim. Ważna jest również nauka i wyciągnięcie wniosków, by znów nie trafić w podobne bagno.

Zrozumienie siebie jest kluczem do wszystkiego, umiejętność stawiania granic i dbania o własne emocje to dobre mechanizmy, które ochronią Cię w przyszłości przed podobnymi sytuacjami.

Pamiętaj, związek ma przynosić radość, a nie strach. I niech to będzie podsumowanie tego tekstu.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności